Podróże z Herodotem – recenzja

Wrzesień 21, 2016

Na początku książki autor  odkrywa przed nami elementy swojej biografii, dzięki której dowiadujemy się, co zadecydowało o wybraniu przez niego drogi korespondenta prasowego. Dowiadujemy się również o jego wielkiej żądzy „przekroczenia granicy, wszystko jedno której” i pierwszych podróżach. Były to wyprawy podczas których zwiedził  Indie, Afganistan czy Chiny – kraje dalekie i egzotyczne, mogące swą różnorodnością wprawić w zakłopotanie niejednego obieżyświata, a cóż dopiero człowieka, którego ambicją był sam fakt przekroczenia po raz pierwszy w życiu granicy. Mimo wszystko Kapuściński stara się jak tylko może poznać napotkane kultury i choć trochę je zrozumieć. Wie, że barierą w poznaniu jest język, więc poświęca wiele czasu na jego naukę. Uczy się między innymi angielskiego i chińskiego, w zależności od miejsca, w którym aktualnie się znajduje. Rozmawia ze spotkanymi ludźmi, obserwuje ich zwyczaje i wierzenia, a w wolnych chwilach czyta „Dzieje” Herodota, który z czasem staje się jego mentorem i wzorem reporterskiego kunsztu.

Autor jest   zafascynowany Herodotem jako człowiekiem. Chce wiedzieć, jak wyglądała jego praca, jak podróżował, kto mu towarzyszył, skąd wzięła się ta pasja, z którą przemierzał świat. Kapuściński nie ukrywa, że od początku znalazł w Herodocie towarzysza wypraw, bratnią duszę i mistrza.

Ryszard Kapuściński wspomina, że w czasie rewolucyjnych zamieszek w Kongo, gdzie przebywał jako korespondent, bardziej interesował się wojną Persji z Grecją opisaną w „Dziejach”, niż aktualnymi wydarzeniami, których był świadkiem. Autor w pewien sposób utożsamia się ze starożytnym badaczem, bo tak jak i on uważa się za „człowieka gościńca” czy inaczej – „człowieka drogi”.

Kapuściński   odbywa więc fascynującą wędrówkę w czasie i stara się znaleźć odpowiedź na odwiecznie nurtujące ludzkość pytania. Przedmiotem jego opisu jest polityka, historia, a przede wszystkim kultura. Jest kronikarzem, naocznym świadkiem historycznych faktów. Autor jest skromny, co zresztą cechuje wybitne osobistości. Jego brak pozy i pokora nie pozwalają mu na tanie moralizatorstwo. Pokazuje blaski i cienie zawodu reportera, nie udziela jednoznacznych ocen czy odpowiedzi. Nie znajdziemy także prostych recept na zło świata. Autor nie ocenia, nie krytykuje, nie narzuca swojego zdania, tylko stara się zrozumieć. Jeśli coś wini, to despotyczne i tyrańskie systemy, przeciwne wolności i demokracji, zawsze prowadzące do nieszczęścia.

Brak komentarzy

Możliwość komentowania jest wyłączona.